Uwaga na programy ekologiczne
3 czerwca 2014

Co pewien czas jesteśmy atakowani przez różne instytucje (często bankowe!) programami, rabatami i dopłatami, które mają w przesłaniu ich autorów jeden cel: byśmy byli zdrowi, szczęśliwi i żyło nam się, jeśli nie lepiej, to przynajmniej taniej i bezpieczniej.

 Spora grupa tych akcji dotyczy ostatnio budownictwa jednorodzinnego, tego nowego, ale i istniejącego. Ich głównym tematem są energooszczędność, wykorzystanie odnawialnych źródeł energii i ochrona środowiska, a podstawowym celem – działania mające pozwolić nam radykalnie zmniejszyć koszty ogrzewania zarówno domów, jak i wody do mycia.

W jednym z takich ostatnich programów koszty te spadają nawet do zera! Jest to zatem bardzo atrakcyjna oferta, więc każdy chętnie się na nią zgodzi, zwłaszcza że dodatkowo jest ekologiczna i pomoże Polsce zrealizować zobowiązania wynikające z przyjętego przez nią Pakietu Klimatycznego. Program taki – jak zapewniają autorzy – istotnie zwiększy też dochody państwowego budżetu, a za wszystkim stoi autorytet instytucji, wsparty przez grono jej ekspertów. W dodatku niczego się od nas nie oczekuje; mamy tylko podjąć decyzję o zakupie systemu – pozostałymi sprawami zajmie się sama instytucja i jej partnerzy.

W całym programie nie ma ani słowa o tym, ile to nas będzie naprawdę kosztować. Nie znajdziemy więc zapewnienia, że rata kredytu, który dostaniemy na wyposażenie naszego domu w innowacyjne, ekologiczne rozwiązania będzie przez cały czas jego spłaty niższa od średnich miesięcznych oszczędności, które dzięki temu uzyskamy.

Jeśli w tym miejscu nie zadzwonił nam w głowie dzwonek, to możemy mieć pretensje tylko do siebie. Już dawno przecież Milton Friedman przestrzegał, że nie ma darmowych obiadów. Ktoś zawsze musi za nie zapłacić.

Jeśli więc na udziale w takim programie mamy zarobić nie tylko my, ale i budżet, środowisko oraz niewymienieni na liście korzyści – organizator programu, jego eksperci oraz firmy dostarczające niezbędne urządzenia i instalacje, to kto za ten „obiad” zapłaci? Jest więcej niż pewne, że będziemy to my. I że będzie to zapłata ze sporym napiwkiem.

Pewnie dlatego nigdzie w ofertach różnych programów nie wykazano, że to wszystko nam się opłaca? Że nasze wydatki zwrócą się w krótszym czasie niż żywotność tych wszystkich kupionych przez nas urządzeń? Ba, że w ogóle się zwrócą. Obawy te nie są bezpodstawne, jeśli nawet obiecywane nam w programie oszczędności nie są pewne; organizatorzy zwykle zaznaczają na koniec, że „podane przez nich oszczędności mogą być traktowane wyłącznie jako szacunkowe i nie należy ich odnosić bezpośrednio do konkretnych rozwiązań projektowych.”

Oszczędzanie energii, zwłaszcza ze źródeł nieodnawialnych, to bardzo słuszny i godny pochwały cel. Także ochrona środowiska, w którym żyjemy. I każdy powinien o tym pamiętać oraz czynić wszystko, co jest w zakresie jego możliwości, aby tak się działo. Zwłaszcza, że możemy mieć nawet spore korzyści finansowe z takich działań, jeśli tylko podejdziemy do ich planowania ze zdrowym rozsądkiem, a przy porównywaniu wydatków i oszczędności wybierzemy raczej warianty pesymistyczne niż optymistyczne.

Dokładanie własnych pieniędzy do realizacji różnych szczytnych przedsięwzięć, jeśli nie będziemy mieć z tego konkretnych korzyści, trudno uznać za postępowanie roztropne. Szczególnie wtedy, gdy wiemy, że przy okazji zarobią na tym inni.

Dlatego, jeśli budujemy dom, zadbajmy by był on energooszczędny, ale za rozsądne pieniądze, a gdy już mieszkamy w domu – wybierzmy takie warianty jego modernizacji, aby wydatki zwróciły nam się w możliwie krótkim czasie. To ostatnie jest szczególnie trudne, bo bardzo często termomodernizacja istniejącego, ale niezbyt starego domu jest po prostu nieopłacalna, choć zwykle poprawia komfort mieszkania, co też może być dla nas ważne.

Dopiero, gdy już wiemy, co chcemy i na co nas stać, rozejrzyjmy się za promocjami, akcjami i programami, które by mogły obniżyć nasze wydatki. Postępowanie odwrotne, czyli robienie czegoś dla korzyści z promocji lub rabatów, zawsze kończy źle. Możemy bowiem znaleźć w sytuacji tych wszystkich, którzy skuszeni dopłatami do kolektorów mają teraz najdroższą ciepłą wodę w kraju. Zapomnieli bowiem, że aby mieć rocznie kilkaset złotych (licząc optymistycznie) oszczędności, musieli sobie zafundować drugą instalację grzewczą do wody, która nie tylko kosztowała sporo, ale wymaga też nie tylko zasilania prądem, ale i serwisowania.

Zobacz także
Gdy na parterze domu zaprojektowano duże, sięgające od podłogi do sufitu okna, to w otworach na nie...
Płaska dachówka stała się symptomem nowoczesnego budownictwa, charakteryzującego się prostą formą, dużymi...
Leżak ogrodowy to obowiązkowe wyposażenie letniego ogrodu – pozwala nam się zrelaksować i skorzystać ze...
Fot. Sokółka Okna I Drzwi
Okna, podobnie jak inne zewnętrzne elementy domu, są stale wystawione na destrukcyjne oddziaływanie czynników...