1. listek54Projekt domu to zazwyczaj drugi w kolejności wydatek związany z podjęciem decyzji o budowie własnego domu. Pierwszym jest z reguły zakup działki. Rzadko się bowiem zdarza, żeby ktoś najpierw zapłacił za projekt domu, a dopiero potem szukał działki, na której mógłby go wybudować. Taka kolejność – dobór projektu do działki, a nie odwrotnie – jest oczywiście racjonalna, gdyż nowy dom powinien nie tylko w możliwie największym stopniu spełniać oczekiwania jego mieszkańców, ale także dobrze wpisywać się w otoczenie. Jest to wbrew pozorom bardzo ważne, choć niestety ład przestrzenny nie jest w Polsce uznawany za istotną społecznie wartość. To oczywiście nie oznacza, że i u nas nie ma inwestorów, dla których krajobraz jest ważny. Gdyby to oni zdecydowali się na zrobienie najpierw projektu swojego domu, to musieliby szukać odpowiedniej działki, pasującej do niego także pod względem architektonicznym. Skończyłoby się to najpewniej fiaskiem, ponieważ raczej nie znaleźliby takiej, do której ich zaprojektowany dom pasowałby wielkością i wyglądem. Przyjmijmy więc, że zaczynamy od kupienia działki, a dopiero potem zajmujemy się projektem domu, który na niej stanie.

      PROJEKT GOTOWY LUB INDYWIDUALNY

      Każdy inwestor ma dwie możliwości: kupić gotowy projekt z katalogu lub zamówić go u architekta. Oba te warianty mają swoje zalety i wady, dlatego wskazanie, który z nich jest lepszy nie jest wcale proste. Większość inwestorów zaczyna od oglądania – na papierze lub w internecie – katalogów projektów gotowych. Motywem decyzji o zakupie któregoś z nich jest bardzo często cena, która – w przekonaniu wielu osób – jest znacznie niższa od kosztów opracowania projektu indywidualnego. Jest to motywacja tym silniejsza, że kupujący nie biorą pod uwagę, że niezbędna jest zawsze adaptacja projektu gotowego do warunków miejscowych przez uprawnionego architekta, a jej koszt może kilkakrotnie przekroczyć kwotę, którą wydano na jego zakup. Z tego powodu często okazuje się, że projekt indywidualny – mający opinię droższego – kosztuje tak naprawdę jedynie niewiele więcej niż projekt gotowy, adaptowany do warunków na działce (Fot. 1). Dotyczy to szczególnie sytuacji, gdy wprowadzane są w nim większe poprawki, których zakres wymusza zmiany w zaprojektowanej konstrukcji budynku. Dlatego nigdy nie powinniśmy kupować projektu gotowego, jeśli zakładamy, że od razu będziemy go radykalnie zmieniać (co niestety zdarza się dość często). Wybierając projekt z bogatej oferty biur projektowych, pamiętajmy też, że każdy z nich ma wymagania nie tylko co do minimalnej wielkości działki, ale również co do jej orientacji względem stron świata (Fot. 2). Rozpoczynajmy więc oglądanie projektów gotowych od sprawdzenia tych dwóch parametrów, by nie okazało się, że dom, który nam się spodobał, jest za duży na naszą działkę, albo – po ustawieniu go na niej wejściem i wjazdem do garażu w kierunku ulicy – będzie miał na przykład salon… od północy.
      Fot. 1 – Budując dom według projektu indywidualnego nie musimy martwić się o to, czy jest on dobrze zorientowany względem stron świata
      Fot. 2 – Jeśli chcemy w górach wybudować dom według projektu gotowego, to jego adaptacja do warunków terenowych może mieć spory zakres
      Taką sytuację może wprawdzie spróbować uratować architekt, który będzie wykonywał adaptację projektu do warunków miejscowych, ale przeważnie nie da się tego dobrze zrobić i trzeba wykonać dokumentację projektową praktycznie od nowa. A to oznacza podwojenie wydatków na projekt. Bywa jednak i tak, że powodem sięgania po projekty gotowe nie są względy finansowe, lecz brak własnych wyobrażeń na temat domu jednorodzinnego. Dotyczy to zwłaszcza osób, które dotąd były lokatorami mieszkań w bloku. Dla nich możliwość obejrzenia projektów bardzo wielu domów może być niezwykle pouczająca i inspirująca, a zdobytą tą drogą wiedzę będą mogli wykorzystać na przykład w rozmowie z architektem, gdyby zdecydowali się na zamówienie projektu indywidualnego. Ważne jedynie, by inwestorzy mieli świadomość, że w trakcie poszukiwania projektu oglądają oni jedynie rysunki domów (ich elewacje, rzuty i przekroje), a nie prawdziwe budynki w rzeczywistej skali. Warto więc, by nauczyli się zwracać uwagę przede wszystkim na funkcjonalność proponowanych rozwiązań, a nie atrakcyjność prezentowanych wizualizacji domów (także w 3D), których – tak na marginesie – poziom graficzny rośnie z roku na rok. Niestety, mimo ogromnie bogatej oferty projektów gotowych, dość szybko okazuje się, że mało jest takich domów, które odpowiadałyby nam pod względem funkcjonalnym, powierzchniowym lub estetycznym. Nie ma w tym nic dziwnego, bo z założenia projekty gotowe mają się dobrze sprzedawać, więc przy opracowywaniu firmy projektowe starają się uwzględniać przede wszystkim gust i wymagania przeciętnego inwestora. Gdy więc w poszukiwaniu projektu dojdziemy do takiego momentu, w którym stwierdzamy, że oferta katalogowa nas nie satysfakcjonuje, powinniśmy pomyśleć o zamówieniu projektu indywidualnego (Fot. 3). Jeśli trafimy na dobrego architekta (co wcale nie musi oznaczać: drogiego), który potrafi się wsłuchać w oczekiwania i możliwości finansowe inwestorów, to możemy mieć dom, który nie tylko – co bardzo ważne – będzie w możliwie największym stopniu spełniał nasze potrzeby, ale też bardzo dobrze pasował do otoczenia, nie wyróżniając się z niego niechlubnie ani w jedną, ani w drugą stronę. Do tego – jeśli ten architekt będzie miał świadomość, że projektując dom „bawi się” za nie swoje pieniądze – może nam się udać wybudować go bez przekraczania zaplanowanego budżetu i zaciągania wielkiego kredytu, który będziemy musieli spłacać przez dziesięciolecia.
      Fot. 3 – Dom o nietypowej bryle powstanie raczej według projektu indywidualnego
      * * * Najważniejsze jednak, żebyśmy przy wyborze projektu, nie kierowali się przede wszystkim jego ceną. Nawet bowiem koszt względnie drogiego projektu indywidualnego to zaledwie kilka procent całkowitych wydatków, jakie poniesiemy na wybudowanie domu. Ważne też, żebyśmy – poza niezbędnymi wyjątkami – nie zmieniali projektu domu w trakcie budowy, bo to zawsze pociąga za sobą dodatkowe koszty, a czasem może także stanowić naruszenie prawa budowalnego, z wszystkimi tego konsekwencjami. Warto wiec zadbać o to, byśmy do budowy domu przystępowali od razu z dobrym projektem. Wtedy z pewnością będziemy mogli powiedzieć, że wydatek na niego to najlepiej zainwestowane pieniądze, jakie wydaliśmy w związku z budową własnego domu.

      ZOBACZ TAKŻE:

      Jak wybrać dobrą działkę? Czy dobra działka musi mieć wjazd od północy? Jak samemu sprawdzić rodzaj gruntu na działce? Czy da się zbudować dobry dom na bardzo wąskiej działce?
      1. W więźbach o konstrukcji płatwiowo-kleszczowej płatwie, czyli drewniane belki oparte na słupach z krawędziaków, są bardzo ważnymi elementami nośnymi. W więźbach tych krokwie główne, połączone ze sobą kleszczami, znajdują się nad słupami. Natomiast rozmieszczone między nimi krokwie pośrednie przekazują obciążenia na słupy właśnie za pośrednictwem płatwi. Bywa jednak, że opartymi na słupach płatwiami podpiera się także krokwie w najczęściej stosowanych w domach jednorodzinnych więźbach krokwiowo-jętkowych. Dotyczy to szczególnie dachów o stosunkowo małym pochyleniu połaci (Fot. 1 i 2). Dzięki takiemu rozwiązaniu spora część obciążeń z dachu jest przekazywana – przez płatwie i słupy – bezpośrednio na żelbetowy strop na parterem. Odciąża się przez to ścianki kolankowe, które w klasycznych więźbach krokwiowo-jętkowych muszą w całości przejąć obciążenia z dachu. Zastosowanie więc ścian stolcowych, składających się z płatwi i podpierających je słupów (stolców) ma korzystny wpływ na nośność i stabilność dachowej konstrukcji.
        Fot. 1 – Przy stosunkowo małym pochyleniu połaci dachowych warto krokwie – w miejscu ich połączenia z jętkami – podeprzeć dwiema płatwiami, opartymi na słupach
        Fot. 2 – Liczba słupów podpierających płatwie zależy głównie od odległości między ścianami szczytowymi, ich rozstaw nie powinien być jednak większy niż 3,5-4 m

        DŁUGIE PŁATWIE

        Podczas wykonywania takich więźb dachowych pewien problem stwarzają płatwie, które w domach, w których odległość między ścianami szczytowymi jest duża mają sporą długość (Rys. 1).
        Rys. 1 – Długich płatwi nie da się zrobić z jednej belki i trzeba je „poskładać” z kilku krótszych belek
        W domu, w którym wymiar dłuższego boku wynosi około 14 m, długość płatwi przekracza 15 metrów. Trzeba bowiem uwzględnić konieczność ich wysunięcia poza ściany szczytowe dla podparcia krokwi, podtrzymujących te fragmenty połaci dachu, które dla ochrony bocznych elewacji wystają poza obrys domu.Zrobienie takich płatwi z pojedynczych belek nie jest praktycznie możliwe nie tylko ze względu na ich spory koszt, ale także dlatego, że takiej długiej tarcicy raczej nie znajdziemy w pobliskich składach budowlanych lub tartakach. Również transport na budowę, ze względu na ich długość, byłby zapewne dość trudnym i ryzykownym przedsięwzięciem. Z tych powodów płatwie takie wykonuje się z reguły z krótszych belek, których długość nie przekracza 6 m. Najprostszym rozwiązaniem jest taki podział płatwi na krótsze odcinki, by połączenia pojedynczych belek wypadły nad słupami. Trzeba jedynie ich stykające się ze sobą końce połączyć nakładkami z blachy. Ten wariant jest łatwy do zrealizowania, ma jednak ten minus, że ciągłą płatew zamieniliśmy na kilka swobodnie podpartych belek, a przez to ma ona mniejszą nośność niż wtedy, gdyby była jedną belką, podpartą co 3-4 m słupami. By zachować jej projektowaną nośność, powinniśmy zastosować większe przekroje belek niż te, które były przewidziane w projekcie dachu (chyba że konstruktor od razu przewidział taki właśnie sposób wykonania płatwi).

        PŁATEW Z KRÓTSZYCH BELEK

        Większą nośność będą miały płatwie wykonane z krótszych elementów, jeśli poszczególne jej odcinki połączymy nakładkami lub zamkami (Rys. 2). Mogą być one proste, ukośne lub – najlepiej – mieć postać ukośnych zamków ciesielskich. Miejsca łączenia belek powinny być skręcone ze sobą za pomocą co najmniej dwóch śrub o odpowiednio dużej średnicy. Pod ich nakrętki powinny być podłożone podkładki o dość dużej średnicy, by podczas dokręcania nie zostały wciśnięte w drewno. Jeśli w taki sposób wykonamy połączenie poszczególnych elementów płatwi, to z punktu widzenia mechaniki budowli możemy je traktować jako belki ciągłe, a więc o zdecydowanie większej nośności niż wtedy, gdy są belkami swobodnie podpartymi na słupach. Ważne jedynie, żeby połączenia te wypadły mniej więcej w 1/5-1/6 rozstawu między słupami (Fot. 3), bo w tych miejscach naprężenia ściskające i rozciągające, wywołane zginaniem płatwi, są najmniejsze.
        Rys. 2 – Różne możliwości łączenia belek na długości: od nakładki prostej, po „zazębiający się” zamek – wszystkie oczywiście powinny być skręcone śrubami
        Fot. 3 – Najkorzystniej jest, jeśli połączenia na zamek belek tworzących jedną płatew wypadają w miejscach odsuniętych od słupów o 1/5-1/6 ich rozstawu
        Nie powinno się więc łączyć belek bezpośrednio nad słupami (Fot. 4), gdyż w tym miejscu jest największy podporowy moment zginający i lepiej, żeby płatew miała tutaj pełny przekrój, nieosłabiony zamkiem. Tym bardziej nie należy „odwracać” zamków w płatwi w taki sposób (Fot. 5), że koniec belki „wolnej” nie jest oparty na zamku belki spoczywającej na słupie, lecz jedynie do niego podwieszony za pomocą wbitych od góry gwoździ(!). Dla przeniesienia sporych obciążeń z dachu nie wystarczy też, że belka „wolna” samym swoim końcem jest odrobinę wsparta na słupie. Dlatego – by uniknąć problemów z opisywaną więźbą dachową – powinno się możliwie szybko obie części tak zrobionego zamka skręcić ze sobą co najmniej dwiema solidnymi śrubami.
        Fot. 4 – Oparcie płatwi na słupie to nie jest dobre miejsce do łączenia belek na zamek – płatew jest w tym miejscu silnie wyginana i lepiej, żeby miała pełny przekrój, nieosłabiony ukośnym zamkiem
        Fot. 5 – W żadnym razie nie należy wykonywać połączenia elementów płatwi w taki sposób jak tutaj – belka z lewej strony jedynie małym końcem opiera się na słupie i nie utrzymają jej wbite od góry gwoździe

        ZOBACZ TAKŻE:

        Czy lepsza jest więźba tradycyjna, czy prefabrykowana? Jak powinien być zbudowany dach stromy? Jak krokwie powinny być oparte na murłacie? Jak powinno się poprawnie łączyć jętki z krokwiami? Jakie drewno jest najlepsze na więźbę dachową?
        1. Bywają ogrody, w których płynie naturalny lub sztuczny strumyk albo jest w nim oczko wodne z wyspą. Spacer po takiej działce z pewnością urozmaici wybudowanie na niej co najmniej jednej kładki. Jej obecność w ogrodzie nie ogranicza się jednak tylko do funkcji komunikacyjnej – jest także atrakcyjnym obiektem ogrodowej architektury. Ogrodowe kładki, czyli niewielkie mostki mogą mieć różną konstrukcję i być zrobione z różnych materiałów. Najprostsze i od wieków stosowane rozwiązanie – nie tylko w przydomowych ogrodach – to pomost zrobiony z desek, opartych na dwóch belkach (Fot. 1). Grubość desek oraz wielkość przekroju belek, z których zrobiona jest taka kładka zależą do jej szerokości i rozpiętości. Przy doborze rodzaju drewna, z jakiego będą zrobione elementy użyte do jej budowy, należy wziąć pod uwagę, że nie tylko będą one narażone na liczne opady atmosferyczne oraz destrukcyjne działanie słońca i mrozu. Istotne jest też to, że nawet przy sprzyjającej pogodzie mostek będzie znajdował się blisko wody, a więc w otoczeniu o stale podwyższonej wilgotności.
          Fot. EDIN Architektura Krajobrazu
          Fot. 1 – Prowadzącą na wyspę kładkę wykonano z egzotycznego drewna – co kilka lat konserwuje się ją przez olejowanie
          Dlatego najlepiej sprawdzą się tutaj gatunki egzotyczne, które ze względu na swoje właściwości (intensywne nasycenie naturalnymi żywicami i garbnikami) w takich trudnych warunkach wykażą się największą trwałością. Z krajowych gatunków najlepiej nadają się do tego dąb lub modrzew. Jeśli jednak zdecydujemy się na sosnę, czyli najbardziej popularne drewno budowlane, powinniśmy zadbać o bardzo dobrą impregnację wykonanych z niej elementów. Bez niej kładka zrobiona z krajowych gatunków drewna niestety nie przetrwa zbyt długo, chyba że będziemy ją bardzo często konserwować środkami impregnującymi. Najlepiej, żeby impregnacja elementów drewnianych kładki była wykonana metodą ciśnieniową, gdyż wtedy jest największa szansa, że będą one zaimpregnowane w prawie całym przekroju. Na pewno nie jest to możliwe przy zabezpieczaniu elementów metodą kąpieli, a tym bardziej przez malowanie, podczas których impregnat wnika w drewno co najwyżej na kilka milimetrów. Impregnację ciśnieniową powinno się powierzyć specjalizującym się w tym firmom, których niestety nie jest w kraju zbyt dużo.

          BUDOWA MOSTKA

          Końców drewnianych belek nośnych nie powinno się opierać bezpośrednio ani na gruncie, ani na betonowym lub kamiennym fundamencie, gdyż szybko będą butwieć. Jeśli jednak, mimo takiego zagrożenia, zdecydujemy się na to powinniśmy pod końce belek podłożyć podkładki z grubej papy. Zdecydowanie lepiej jest osadzić belki w ocynkowanych uchwytach stalowych (Rys. 1), których trzpienie są zatopione w niewielkich blokach betonowych, stanowiących fundamenty mostka. Dzięki temu drewno będzie miało dobre warunki do wysychania, a zrobione z niego elementy dłużej zachowają trwałość. Pomost wykonuje się z przykręconych do belek desek. Nie powinny być one ułożone na styk – należy pomiędzy nimi pozostawić szczeliny o szerokości 1-1,5 cm, by na kładce nie stał śnieg i deszcz. Jeśli do wykonania pomostu kładki użyjemy ryflowanych od góry desek tarasowych (Fot. 2), to po deszczu nie będzie on śliski. Dobrze też, gdy deski mają sfazowane górne krawędzie, bo wtedy łatwiej będzie spływać z nich woda i dłużej zachowają trwałość. Wprawdzie upadek z kładki nie jest groźny, ale dobrze jest wyposażyć ją – przynajmniej z jednej strony – w poręcz. Nawet biorąc pod uwagę, że powinna być ona stabilna i na tyle solidna, by można się na niej bezpiecznie oprzeć, jej wykonanie nie sprawia zwykle większych kłopotów.
          Rys. 1 – Najlepiej, jeśli końce drewnianych belek są zamocowane w metalowych uchwytach, osadzonych w betonowym fundamencie i nie mają bezpośredniego kontaktu z nawierzchnią ogrodowej ścieżki
          Fot. EDIN Architektura Krajobrazu
          Fot. 2 – Pomost ogrodowej kładki, zrobiony z tarasowych, ryflowanych desek z egzotycznego drewna to bardzo bezpieczne rozwiązanie
          Realizacja: EDIN Architektura Krajobrazu, www.edin-ogrody.pl

          ZOBACZ TAKŻE:

          Jak zrobić podwójne oczko wodne w ogrodzie? Jak niedrogo zrobić ogrodowe ścieżki z kamienia? Jak zrobić dużą pergolę przy domu? Jak osadzić w gruncie drewniane słupy, żeby szybko nie spróchniały?
        Najnowsze porady
        W Polsce zdecydowana większość domów jednorodzinnych ma konstrukcję murowaną. W takich domach właściwości cementu, będącego ważnym składnikiem betonów i zapraw, mają bardzo duże znaczenie nie tylko dla trwałości budynków, ale także ich bezpieczeństwa. Dlatego wybór rodzaju i klasy cementu nie powinien być przypadkowy. Znaczenie jakości cementu w domach murowanych jest oczywiste. Z betonu przygotowanego z produktów nie spełniających wymagań normowych nie da się przecież zrobić trwałych i wystarczająco mocnych fundamentów oraz żelbetowych słupów, belek, stropów i schodów. Także użycie przeterminowanego lub niepewnego cementu do przygotowania zaprawy cementowo-wapiennej może być powodem, że zrobione z niej tynki na ścianach i sufitach już w kilka lat po wybudowaniu zaczną pękać, kruszyć się, a nawet odpadać. To samo dotyczy też betonowych wylewek podłogowych. Nie należy jednak zapominać, że także dla domów z drewna jakość cementu ma duże znaczenie. Wszystkie one bowiem - zarówno te postawione z drewnianych bali, jak i te, wybudowane w technologii lekkiego szkieletu drewnianego – stoją przecież na fundamentach wykonanych z betonu.

        RODZAJE I KLASY CEMENTU

        Produkowanych jest wiele rodzajów cementu, które mają zastosowanie w budownictwie. Do wykonywania konstrukcji żelbetowych domów (stropów, schodów, belek, słupów itp.) najczęściej używany jest czysty cement portlandzki, składający się prawie w 100% z klinkieru portlandzkiego. Zgodnie z normami oznaczany jest on jako CEM I. Prawie tak samo popularny jest - oznaczany jako CEM II - cement portlandzki wieloskładnikowy (z dodatkami), używany do przygotowania zapraw murarskich i tynkarskich, a także do wykonania podkładów betonowych. Oprócz klinkieru jest w nim drobno zmielony żużel wielkopiecowy (18-50%) oraz w mniejszych ilościach inne dodatki. W niektórych sytuacjach – choć raczej nie podczas budowy domu jednorodzinnego – może być celowe zastosowanie cementu portlandzkiego szybkotwardniejącego, który dzięki specjalnemu procesowi technologicznemu i użyciu doborowych składników, umożliwia uzyskanie przez beton wysokiej wytrzymałości w bardzo krótkim czasie. Nieco inne właściwości w porównaniu z wymienionymi wcześniej ma cement hutniczy, otrzymywany przez zmielenie klinkieru portlandzkiego i granulowanego żużla wielkopiecowego z dodatkiem siarczanu wapniowego. Ma on dużą odporność między innymi na kwasy humusowe, więc dobrze nadaje się do wykonania fundamentów. Zrobione z niego betony wymagają jednak starannej pielęgnacji w okresie twardnienia. Nie należy go też stosować, gdy temperatura powietrza spada poniżej +5ºC. Podobne właściwości jak hutniczy ma cement puculanowy, który jako spoiwo dobrze sprawdza się w zaprawach i tynkach, zastosowanych w tych częściach budynku, które blisko sąsiadują z gruntem. Inne właściwości ma cement glinowy. Charakteryzuje go szybki przyrost wytrzymałości oraz wydzielanie dużych ilości ciepła w pierwszych dniach twardnienia zaprawy lub betonu. Z powodu tego drugiego zjawiska nadaje się on do wykonywania niezbyt grubych elementów betonowych w obniżonej temperaturze (masywne mogłyby ulec spękaniu ze względu na intensywne, ale nierównomierne ogrzanie). W niektórych zastosowaniach świetnie sprawdzi się cement portlandzki biały, niezawierający domieszek, w których występują związki żelaza. Cementu tego używa się do produkcji betonów elewacyjnych i architektonicznych, białych i barwionych zapraw murarskich oraz tynkarskich, a także ozdobnej galanterii betonowej dla domu (parapety, stopnie schodów, balustrady) i ogrodu (fontanny, rzeźby, grille). Wszystkie te cementy mogą mieć różną wytrzymałość mechaniczną. Dla cementu portlandzkiego norma określa trzy klasy, opisane liczbą, która oznacza minimalną wytrzymałość próbek po 28 dniach twardnienia: 32,5; 42,5 i 52,5. Gdy beton wykonywany jest w warunkach małej budowy, to używa się przeważnie cementów jedynie dwóch pierwszych klas, gdyż przy bardzo orientacyjnym dozowaniu dodawanych do betoniarki (Fot. 1) składników (piasku, żwiru i wody), nie da się – nawet przy starannej pielęgnacji świeżo wykonanych elementów - uzyskać betonów wyższej klasy niż C16/20, zbliżonej do dawnej klasy B20.
        Fot. 1 – Mimo że podczas budowy domu murowanego zużywa się znacznych ilości betonu, bezpośrednio na placu budowy robi się go w betoniarce stosunkowo mało
        Uwaga! W składach i sklepach budowlanych jest też sporo „pseudocementów” z różnego rodzaju mieszalni. Są to mieszaniny prawdziwego cementu z dużą ilością popiołów o – bardzo często – niekontrolowanym składzie. Sprzedaje się je w podobnych workach jak cement i są one oznaczone w sposób przypominający oznaczenia normowe (Fot. 2). Charakterystyczne jest przy tym to, że ich producenci nie powołują się na normy cementowe, lecz tylko na aprobaty techniczne. Informacja, że w workach zamiast cementu jest jedynie mieszanka cementowo-popiołowa, znajduje się zwykle w niezbyt eksponowanym miejscu i jest napisana małymi literami (Fot. 3).
        Fot. 2 – Oznaczenia, które znajdują się na workach z mieszanką popiołowo-cementową, najczęściej jedynie przypominają te, które zgodnie z normą opisują parametry cementu
        Fot. 3 – Informacja, że w worku znajduje się mieszanka cementowo-popiołowa, a nie prawdziwy cement, podawana jest zazwyczaj małymi literami w niezbyt eksponowanym miejscu

        CEMENT NA MAŁEJ BUDOWIE

        Na budowie domu jednorodzinnego zakupy cementu nie są zwykle zbyt duże, gdyż zastosowanie ma tu przede wszystkim beton towarowy, przygotowany w wytwórni. Nie opłaca się bowiem – poza nielicznymi wyjątkami - wykonywać fundamentów, stropów i podkładów podłóg na gruncie z betonu przygotowanego („wykręconego”) w betoniarce na miejscu budowy. Nawet gdy odległość od producenta betonu do działki budowlanej jest spora, taniej i szybciej wykonamy duże elementy betonowe, jeśli gotowa mieszanka zostanie przywieziona na budowę betonowozami (Fot. 4) i będzie podawana pompą. Ważne też, że za jakość takiej mieszanki odpowiada w całości producent. Możemy więc mieć pewność, że nie zaryzykuje on użycia do jej przygotowania cementu o niesprawdzonej jakości. Niestety nie da się zbudować domu jednorodzinnego tylko przy użyciu betonu towarowego. Podczas wykonywania niektórych jego elementów nie potrzeba bowiem dużych ilości mieszanki betonowej. Na przykład do zrobienia nadproży w ścianach, wieńców dachowych czy słupków w ściankach kolankowych (Fot. 5), na pewno nie opłaca się zamawiać mieszanki betonowej w wytwórni.
        Fot. 4 – Mieszankę betonową, potrzebną do wykonania fundamentów i stropu nad parterem, najlepiej zamówić w wytwórni betonu
        Fot. 5 – Do betonowania wieńców dachowych i słupków ścianek kolankowych nie opłaca się zamawiać betonu towarowego
        W takich sytuacjach powinniśmy kupić cement w workach, piasek oraz żwir i robić na placu budowy beton małymi porcjami w miarę postępu robót. Dotyczy to także przygotowywania w betoniarce cementowych i cementowo-wapiennych zapraw murarskich i tynkarskich, choć oczywiście wygodniej i bezpieczniej jest korzystać z wyrobów gotowych, które trzeba jedynie wymieszać z odpowiednią ilością wody. Niezależnie jednak od naszych wyborów, nie wybudujemy domu bez zakupu mniejszych lub większych ilości cementu. Powinien być to oczywiście pewny cement, wyprodukowany w cementowni. Najlepiej jest używać cementu portlandzkiego bez dodatków. Dotyczy to zwłaszcza prac betoniarskich i tynkarskich, prowadzonych w chłodnych porach roku, ponieważ na wstępnym etapie wiązania (hydratacji) tego cementu wydzielają się znaczne ilości ciepła. Uwaga! W żadnym razie nie należy kupować, zamiast wyprodukowanego w cementowni pewnego cementu, mieszanek cementowo-popiołowych, pochodzących z różnego rodzaju mieszalni. Ryzyko uzyskania kiepskiego betonu lub zaprawy jest wtedy bardzo duże, a finansowa korzyść z takiego zakupu mniejsza nawet niż niewielka.

        RADA

        Kupując cement sprawdzajmy koniecznie, czy:
        • pochodzi on od solidnego producenta (czytaj: cementowni);
        • na jego workach jest oznaczenie CE lub znak budowlany B (dobrze też, jeśli jest na nich oznaczenie „PEWNY CEMENT);
        • producent powołuje się na Polską Normę (lepiej unikać cementów, których wytwórca deklaruje jedynie zgodność z Aprobatą Techniczną);
        • na opakowaniu są oznaczenia cementu zgodne z polskimi normami oraz czytelna data jego produkcji (pamiętajmy, że cement przeterminowany nie nadaje się do użycia).

        ZOBACZ TAKŻE:

        Dlaczego na budowie domu warto używać tylko prawdziwego cementu? Dlaczego beton powinno się robić ze żwiru i piasku? Jakie powinno być kruszywo, użyte do zrobienia betonu? Dlaczego mieszankę betonową po ułożeniu w formie trzeba starannie zagęścić? Jak w niskiej temperaturze betonować elementy konstrukcyjne domu? Jak w wysokiej temperaturze betonować elementy konstrukcyjne domu?   Materiał promocyjny: Stowarzyszenie Producentów Cementu; www.polskicement.pl; www.pewnycement.pl
        W centralnie ogrzewanych domach kocioł grzewczy – poza nielicznymi wyjątkami - służy nie tylko do utrzymywania zadanej przez mieszkańców temperatury, ale także przygotowania dla nich ciepłej wody. Ważne więc, żeby przy dobieraniu mocy kotła pamiętać o obu tych jego zadaniach. Gdy budynki były słabo izolowane termicznie, kocioł musiał mieć na tyle dużą moc, żeby nawet w bardzo mroźne dni był w stanie zapewnić w domu komfortowe warunki do mieszkania. Taki „mocny” kocioł mógł w krótkim czasie dostarczyć mieszkańcom również dużych ilości ciepłej wody nawet wtedy, gdy podłączony do niego zasobnik nie miał zbyt dużej pojemności. Coraz powszechniejsza świadomość konieczności oszczędzania energii z paliw nieodnawialnych (gazu, ropy naftowej czy węgla) sprawiła, że domy są coraz lepiej ocieplane. Dzięki temu straty ciepła są w nich na tyle małe, że nawet podczas bardzo ostrej zimy do komfortowego ogrzania domu wystarczy kocioł o niewielkiej mocy. Niestety bez bardzo dużego zasobnika kocioł o takich parametrach nie byłby w stanie w miarę szybko dostarczyć mieszkańcom dużych ilości ciepłej wody. Dotyczy to zwłaszcza godzin porannych lub wieczornych, gdy w niewielkich odstępach czasu korzystają oni z kąpieli pod prysznicem lub w wannie. Na szczęście nie jest to problemem, gdyż współczesne kotły kondensacyjne charakteryzują się nie tylko bardzo wysoką sprawnością, czyli tym, że są oszczędne w eksploatacji. Wyposażone są one w modulowane palniki, dzięki którym dostosowują ilość wytwarzanego ciepła do aktualnych potrzeb. Oznacza to, że kotły o dużej mocy nie muszą wykorzystywać jej zawsze w pełnym zakresie. Gdy więc ogrzewają one dom energooszczędny, to dostarczają do instalacji grzewczej małe ilości ciepła. Gdy natomiast trzeba będzie szybko podgrzać wodę do mycia, będą pracować ze swoją maksymalną mocą. Jest przy tym istotne dla finansów domowników, że - w przeciwieństwie do nieprodukowanych już od września 2015 roku tradycyjnych kotłów atmosferycznych - modele kondensacyjne pracując z niewielką częścią swej nominalnej mocy mają największą sprawność. Dzięki temu wydatki na ogrzewanie domu takimi kotłami będą na możliwie najmniejszym poziomie. Jednocześnie kotły te są w stanie w każdej chwili dostarczyć mieszkańcom ciepłej wody w komfortowych ilościach. Dotyczy to zarówno kotłów dwufunkcyjnych, które w zależności od potrzeb ogrzewają dom lub wodę, jak i jednofunkcyjnych, które dbają o to, by odpowiednia ilość ciepła została dostarczona do instalacji grzewczej i zasobnika ciepłej wody.

        KOTŁY KONDENSACYJNE MARKI VAILLANT

        W ofercie marki Vaillant znajduje się wiele nowoczesnych kotłów kondensacyjnych, z których każdy może pracować w dużym zakresie mocy, od kilku do kilkudziesięciu kilowatów. Są wśród nich zarówno modele wiszące jedno- i dwufunkcyjne, jak i stojące – jednofunkcyjne, z których część ma już wbudowany zasobnik ciepłej wody. Nie będzie więc żadnych problemów z właściwym doborem kotła do domów o różnych powierzchniach i parametrach energetycznych, których mieszkańcy mają zróżnicowane zapotrzebowanie na ciepłą wodę. Wśród bardzo popularnej serii kotłów wiszących ecoTEC, szczególną uwagę zwraca jedno- i dwufunkcyjny kocioł ecoTEC exclusive VC/VCW (Fot. 1), który ma rekordowo wysoką sprawność w ogrzewaniu domu oraz przygotowaniu ciepłej wody i jest nowością roku 2016. Kocioł ten wyposażony jest w regulator systemowy multiMATIC 700 oraz moduł komunikacji internetowej VR 900 (Fot. 2), dzięki czemu - za pomocą aplikacji na urządzenia mobilne - można zmieniać ustawienia kotła nawet nie będąc w domu oraz w razie potrzeby uzyskać szybką pomoc ze strony instalatora, który tą drogą może dokonać zdalnej diagnostyki urządzenia.
        Fot. Vaillant
        Fot. 1 – Wiszący, gazowy kocioł kondensacyjny ecoTEC exclusive VC/VCW
        Fot. Vaillant
        Fot. 2 – Pracą kotła ecoTEC exclusive VC/VCW można sterować przez internet
        W domach z ogrzewaniem podłogowym nominalna moc grzewcza kotłów ecoTEC exclusive VC/VCW waha się zależności od modelu od 1,9-3,9 do 21,6-26,7 kW. Natomiast podczas podgrzewania wody ich moc może dochodzić nawet do 24,2-35,3 kW. Wśród modeli stojących wyróżnia się gazowy kocioł kondensacyjny ecoVIT VKK/5 (Fot. 3), który też jest nowością roku 2016. Ma on bardzo dużą wydajność i nowoczesne wzornictwo oraz gwarantuje niższe rachunki za ogrzewanie. Specjalna konstrukcja sprawia, że kocioł ten świetnie nadaje się do modernizowanej instalacji. Zawdzięcza to rozbudowanej powierzchni wymiany ciepła oraz dużej przestrzeni przepływu wody (Fot. 4), która zwiększa jego odporność na zanieczyszczenia występujące w instalacji.
        Fot. Vaillant
        Fot. 3 – Stojący, gazowy kocioł kondensacyjny ecoVIT VKK/5
        Fot. Vaillant
        Fot. 4 – Kocioł ten ma bardzo dużą pojemność wodną – około 80 litrów
        Zastosowanie kotła ecoVIT/5 w modernizowanej instalacji pozwala również ograniczyć zakres prac montażowych, zwłaszcza jeśli dotychczas w kotłowni był kocioł stojący. Moc najmniejszego z modeli kotła ecoVIT VKK/5, przeznaczonego do nowych lub modernizowanych instalacji grzewczych w domach jednorodzinnych o powierzchni 100-150 m², waha się od 5,0-6,0 do 17,2-19,3 kW. W ofercie marki VAILLANT zwracają też uwagę modele kompaktowe nowej generacji, które wysoką sprawność i komfort użytkowania łączą z wyjątkowo estetycznym wyglądem. Takimi urządzeniami są na przykład stojące kotły kondensacyjne ecoCOMPACT/4 (Fot. 5), które mają wbudowany warstwowy zasobnik ciepłej wody o pojemności 90 lub 150 litrów. Ich maksymalna moc przy podgrzewaniu wody wynosi 24 lub 34 kW, natomiast przy ogrzewaniu podłogowym moc grzewcza mniejszego z tych kotłów może zmieniać się w zakresie od 4,2 do 21,5 kW, a przy grzejnikowym – od 3,8 do 20 kW. Ciekawym rozwiązaniem w tej grupie kotłów jest auroCOMPACT/4 (Fot. 6), w którego obudowę wbudowany jest bardzo wydajny, solarny zasobnik ciepłej wody o pojemności aż 190 litrów. Kocioł ten, o bardzo wysokiej sprawności energetycznej, jest specjalnie przystosowany do współpracy z kolektorami słonecznymi i należy do najbardziej efektywnych i przyjaznych dla środowiska naturalnego urządzeń grzewczych. Moc tego kotła przy podgrzewaniu wody wynosi 24 kW, natomiast moc grzewcza może zmieniać się w zakresie od 4,3 do 21,5 kW.
        Fot. Vaillant
        Fot. 5 - Stojący kocioł kondensacyjny ecoCOMPACT/4 w jednej obudowie z zasobnikiem ciepłej wody o pojemności 50 lub 90 l
        Fot. Vaillant
        Fot. 6 – Stojący kocioł kondensacyjny auroCOMPACT/4 wyposażony jest w solarny zasobnik ciepłej wody o pojemności 150 l
        Infolinia 0 801 804 444, www.vaillant.pl Materiał promocyjny Vaillant
         

         

        ZOBACZ TAKŻE:

        Dlaczego opłaca się ogrzewać dom gazowym kotłem kondensacyjnym? Jaki kocioł gazowy do dużego, a jaki do małego domu? Kiedy warto wybrać gazowy kocioł jednofunkcyjny? Kiedy warto wybrać gazowy kocioł dwufunkcyjny? Dlaczego kocioł kondensacyjny i pompa ciepła lubią ogrzewanie podłogowe?

        Najważniejsza dla ochrony domu niepodpiwniczonego przed wilgocią gruntową jest pozioma izolacja przeciwwilgociowa, ułożona na ścianach fundamentowych i w sposób ciągły połączona z izolacją podłogi parteru. Niektórzy projektanci przewidują ułożenie takiej izolacji nie tylko na ławach fundamentowych, ale także pod nimi. Czy rzeczywiście jest ona w tych miejscach potrzebna?

          Niezależnie tego, jak odpowiemy na to pytanie, pozioma izolacja przeciwwilgociowa ław w żadnym razie nie może zastąpić tej, ułożonej na wierzchu ścianach fundamentowych, z odpowiednim zakładem na betonowy podkład podłogi parteru (Fot. 1). To właśnie ta izolacja, starannie połączona z przeciwwilgociową izolacją podłogi na gruncie (Fot. 2), stanowi najskuteczniejszy sposób odcięcia nadziemnej części budynku od wilgoci gruntowej i jest gwarancją, że nawet przy bardzo mokrym gruncie wnętrze domu pozostanie suche.
        Fot. 1 – Układana na ścianach fundamentowych pozioma izolacja przeciwwilgociowa z papy jest najważniejsza dla ochrony domu przed wilgocią; najtrudniej też ją naprawić, jeśli zostanie źle wykonana
        Fot. 2 – Pozioma izolacja ścian fundamentowych musi być starannie i na odpowiednio duży zakład (10-15 cm) połączona z przeciwwilgociową izolacją podłogi na gruncie, ułożoną na równym i mocnym podkładzie betonowym

        IZOLACJA ŁAW FUNDAMENTOWYCH

        Można się oczywiście zastanawiać, co stanie się z wystającymi częściowo ponad teren ścianami fundamentowymi oraz znajdującymi się głębiej betonowymi ławami, gdy po intensywnych deszczach grunt na działce, zwłaszcza gliniasty, zrobi się bardzo wilgotny? Wiadomo, że nawet gdyby te elementy budynku zostały zawilgocone i zaczęły podciągać wilgoć, to – dzięki ciągłej izolacji w poziomie parteru – nie będzie to zagrożeniem ani dla elementów konstrukcyjnych, ani wykończeniowych domu. Zawilgocenie mogłyby być szkodliwe jedynie dla samych fundamentów, ale wcale nie tak bardzo jak można by sądzić. Oczywiście zawsze lepiej, żeby fundamenty były suche niż wilgotne. Ponieważ jednak wykonuje się je z betonu, który nie boi się wody (w takim środowisku może nawet wzrastać jego wytrzymałość), więc nie należy obawiać się, że z tego powodu mogłyby zostać uszkodzone. Nie grozi im także zjawisko naprzemiennego zamarzania i odmarzania, z powodu którego po dłuższym czasie mogłyby ulec przynajmniej częściowemu zniszczeniu. Jest tak dlatego, że ściany fundamentowe – dla ograniczenia strat ciepła w ogrzewanym domu - ociepla się teraz do poziomu ław (Fot. 3), więc ich temperatura nie ma praktycznie możliwości spaść poniżej 0ºC. Mogłoby z tego wynikać, że ścian fundamentowych (a tym bardziej ław) w ogóle nie warto izolować przeciwwilgociowo. Tak jednak nie jest, gdyż dla betonu groźne są kwasy organiczne (humusowe), które znajdują się w ziemi roślinnej (Fot. 4) i po deszczach przenikają w głębsze warstwy gruntu. Ponieważ takie kwaśne wody mogłyby spowodować korozję betonu, więc warto go przed nimi chronić. Dotyczy to szczególnie ścian fundamentowych, gdyż dla głębiej położonych ław, warstwy gruntu będą stanowić rodzaj filtru i docierająca do nich woda będzie skażona jedynie w niewielkim stopniu.
        Fot. 3 – Obecnie każdy budowany dom ma ściany fundamentowe ocieplone polistyrenem ekstrudowanym lub styropianem – przede wszystkim chronią one dom przed ucieczką ciepła, ale także same ściany przed mrozem
        Fot. 4 – Kwasy organiczne (humusowe), znajdujące się w ziemi roślinnej i ściółce z kory sosnowej, po rozcieńczeniu przez deszcz mogą powodować korozję elementów betonowych, zagłębionych w gruncie
        Uwaga! To wszystko dotyczy terenów, na których grunt nie jest w znacznym stopniu skażony chemicznie lub biologicznie. Na takich działkach należałoby pomyśleć o szczególnym zabezpieczeniu fundamentów przed zanieczyszczoną wodą gruntową. Przede wszystkim jednak – z wielu względów – najlepiej byłoby w ogóle zrezygnować z budowania na nich domów.

        POZIOMA IZOLACJA ŁAW

        Nie wydaje się jednak, żeby dla ochrony betonu przed działaniem zakwaszonej wody gruntowej konieczne było wykonywanie poziomej izolacji ław fundamentowych. Dotyczy to nie tylko tak skrajnych rozwiązań, jakie przewidział projektant pewnego domu. Zalecił on bowiem (autentyczne) wykonanie takiej izolacji z dwóch warstw papy termozgrzewalnej (!), ułożonych nie tylko na wierzchu ław, ale i pod ich spodem – na warstwie chudego betonu (Rys. 1). Szczególnie wątpliwa jest sensowność robienia takiej izolacji pod ławami, gdyż przepływające przez grunt wody opadowe mają bardzo utrudniony dostęp do - silnie zagęszczonego pod ciężarem domu - podłoża pod fundamentami. Pomijając jednak tę kwestię, jest to rozwiązanie w praktyce trudne do zrealizowania i to z dwóch powodów: po pierwsze – w domach jednorodzinnych bardzo rzadko układa się chudy beton przed zrobieniem ław, a po drugie – jeśli tylko warunki na to pozwalają, betonuje się je bezpośrednio w wykopach wykonanych w gruncie. Możliwe jest natomiast zrobienie izolacji z papy na ławach fundamentowych (Fot. 5), pod warunkiem, że za pomocą zaprawy cementowej zlikwiduje się najpierw wszelkie nierówności ich górnej powierzchni.
        Rys. 1 – Izolacje poziome z dwóch warstw papy ułożone na ławie i pod nią, na warstwie chudego betonu
        Fot. 5 – Izolacja z papy ułożona na ławach, betonowanych bezpośrednio w wykopach wykonanych w gruncie
        Żeby jednak taka izolacja mogła ochronić całkowicie ściany fundamentowe, powinno się także na ich bocznych powierzchniach ułożyć izolację z papy termozgrzewalnej (Rys. 2). Tego się jednak w normalnych warunkach gruntowych na działce (czytaj: przy poziomie wód gruntowych poniżej fundamentów domu) raczej się nie praktykuje. W dodatku, żeby takie rozwiązanie miało sens, trzeba by obie izolacje pionowe zgrzać na zakład z poziomą, ułożoną na ławach. Wcześniej jednak należałoby w miejscu oparcia ściany fundamentowej na ławie wykonać z obu stron wyoblenia (fasety) z zaprawy cementowej, by nie doszło do pękania papy w tym miejscu z powodu jej załamania. Nie byłoby też większego pożytku z ułożenia papy na ławie, gdyby – tak jak w opisywanym projekcie domu – zabezpieczenie przed wilgocią ścian fundamentowych miało być od strony zewnętrznej wykonane jedynie jako powłoka z wodorozcieńczalnej emulsji asfaltowo-kauczukowej (Rys. 3). Taka izolacja powłokowa jest bowiem słabsza od papy, ułożonej nawet pojedynczo Ponadto jest wielce prawdopodobne, że w miejscu styku tych dwóch izolacji i tak doszłoby do przecieków.
        Rys. 2 – Dla całkowitego odizolowania ścian fundamentowych trzeba by izolację z papy przykleić do obu ich stron oraz starannie połączyć z papą ułożoną na ławie
        Rys. 3 – Wykonana na ścianie fundamentowej izolacja powłokowa nie tylko jest słabsza od papy ułożonej na ławie, ale też narażona na przeciekanie w miejscu ich styku

        NASZA RADA

        Nie warto inwestować w układanie izolacji z papy termozgrzewalnej (nawet w jednej warstwie) na ławach fundamentowych, a tym bardziej pod nimi. Dla ochrony domu przed wilgocią będzie wystarczające, jeśli wykonamy poziomą izolację z papy na ścianach fundamentowych i starannie ją połączymy – najlepiej w jednym poziomie – z przeciwwilgociową izolacją podłogi parteru (Rys. 4). Natomiast dla ochrony betonowych fundamentów przed niszczącym działaniem kwasów organicznych, przedostających się z ziemi roślinnej do gruntu, wystarczy, jeśli na ścianach fundamentowych wykonamy od strony zewnętrznej izolację powłokową z emulsji asfaltowo-kauczukowej. Warto ją też ułożyć poziomo na zewnętrznej odsadzce ławy, a dla zapewnienia ciągłości obu izolacji wykonać wzdłuż miejsca styku ławy ze ścianą fundamentową niewielkie wyoblenie (fasetę) z zaprawy cementowej. Izolację powłokową można wykonać też na bocznej powierzchni ławy, ale będzie to możliwe tylko wtedy, gdy została ona wykonana w deskowaniu, a nie była betonowana bezpośrednio w wykopie. Przed mechanicznym uszkodzeniem - na przykład podczas zasypywania wykopów - powłokową izolację, ułożoną na ścianach fundamentowych, chronić będzie izolacja termiczna z polistyrenu ekstrudowanego lub twardego styropianu. Oczywiście będzie to przy okazji, gdyż układa się ją w tym miejscu nie z takim zadaniem. Zabezpieczone w przedstawiony tu sposób fundamenty domu (Fot. 6) na pewno przetrwają bardzo długo, nawet w trudnych warunkach gruntowych, a pieniądze zaoszczędzone na nieefektywnym układaniu papy termozgrzewalnej na ławach będzie można wydać na bardziej pożyteczne cele. A takich w budowanym domu jest przecież wiele…
        Rys. 4 – Dom odcina od wilgoci gruntowej izolacja przeciwwilgociowa z papy, wykonana w poziomie podłogi parteru, natomiast fundamenty chroni przed agresywną wodą gruntową powłoka z emulsji asfaltowo-kauczukowej
        Fot. 6 – Pionowa izolacja przeciwwilgociowa chroni beton fundamentów przed korozyjnym działaniem wód gruntowych, natomiast ocieplenie ścian fundamentowych sprawia, że nie jest on narażony na zamarzanie i odmarzanie

        ZOBACZ TAKŻE:

        Czy powinno się robić pionową izolację ścian fundamentowych? Dlaczego zawsze powinno się izolować od zewnątrz ściany fundamentowe? Z czego i jak zrobić poziomą izolację ścian fundamentowych? Czy warto robić izolację przeciwwilgociową podłogi na gruncie? Jak powinno się ocieplać tradycyjne fundamenty domu niepodpiwniczonego?
        1
        2
        3
        156
        Zobacz także
        Skuteczna wentylacja wciąż nie jest priorytetem dla sporej grupy osób, które zdecydowały się na budowę własnego domu. Znacznie większą wagę przywiązują one do dobrego ocieplenia budynku, zabezpieczenia go przed wilgocią oraz wyposażenia w sprawną instalację grzewczą, niż do zapewnienia w nim stałej wymiany powietrza.   Dotyczy to szczególnie domów, które wybudowane są wprawdzie jako całoroczne, ale użytkowane głównie latem oraz jedynie od czasu do czasu w chłodniejszych porach roku. Wystarczy rzut oka na dach takiego domu (Fot. 1), by zobaczyć na nim tylko jeden komin z dwoma przewodami – spalinowym od kotła grzewczego i dymowym od kominka. Nie widać natomiast….
        Stworzenie odpowiednich warunków w domu może mieć istotny wpływ na nasze zdrowie, samopoczucie i energię życiową. Wyniki badania „Barometr zdrowych domów 2016”, przeprowadzonego na zlecenie Grupy VELUX, pozwoliły określić pięć podstawowych cech zdrowego domu.   Jak wynika z badania „Barometr zdrowych domów 2016” wielu Europejczyków, w tym Polaków, codziennie skarży się na problemy zdrowotne i złe samopoczucie, które mogą wynikać ze złego środowiska domowego. Na co zatem powinniśmy zwrócić uwagę? PO PIERWSZE – DOBRE WARUNKI DO SNU Dobre warunki do snu, w tym szczególnie – jakość powietrza (warto wietrzyć pokój przed snem), odpowiednia temperatura w sypialni, brak hałasu, korzystanie z….
        Przewodów ogrzewania podłogowego nie układa się w miejscach, w których stać będą na przykład szafki kuchenne, wanna lub brodzik. Stanowiłyby one bowiem izolację termiczną dla przewodów grzejnych, które przez to nie mogłyby ogrzewać pomieszczenia, w którym zostały ułożone. Z tego samego powodu nie zaleca się układania na ogrzewaniu podłogowym grubych dywanów.   Wodne ogrzewanie podłogowe to bardzo komfortowy, skuteczny i oszczędny sposób ogrzewania domu, zwłaszcza gdy jest zasilane w ciepło kotłem kondensacyjnym lub pompą ciepła. Można go z bardzo dobrym skutkiem stosować zarówno na parterze (Fot. 1), jak i na piętrze (Fot. 2), gdyż ten sposób ogrzewania świetnie sprawdza się….
        Ściany fundamentowe można zrobić z różnych materiałów. Najważniejsze, by były trwałe i miały odpowiednio dużą wytrzymałość na ściskanie. Dobrze też, żeby materiały użyte do wykonania tych ścian były odporne na wilgoć oraz naprzemienne zamarzanie i odmarzanie. I to niezależnie od tego, że ściany fundamentowe są teraz przeważnie dobrze izolowane przeciwwilgociowo i termicznie.   Ściany fundamentowe domów jednorodzinnych robi się najczęściej z prostopadłościennych bloczków betonowych (Fot. 1). Przeważnie mają one wymiary 25 x 38 x 14 cm i ważą około 30 kg. Dużo rzadziej ściany fundamentowe wykonuje się jako monolityczne, z betonu układanego w deskowaniu (Fot. 2), choć są one od….